Wanda Rutkiewicz: pierwsza dama alpinizmu z Wrocławia

Jedna z najlepszych himalaistek w historii tego sportu, która zdobyła 8 ośmiotysięczników, zawsze patrzyła na swój cel jak na kolejny niezdobyty szczyt. W tym artykule na stronie internetowej wroclawanka.eu opowiemy o mieszkance Wrocławia – W. Rutkiewicz, która odwiedziła najwyższe szczyty naszej planety i uznała pasję do gór za chorobę „nieuleczalną”.

Mężczyźni jako wzory do naśladowania

W. Rutkiewicz urodziła się 4 lutego 1943 roku w Płungianach (dzisiejsza Litwa). Po wojnie jej rodzina przeniosła się do Polski i na stałe zamieszkała we Wrocławiu. Matka Wandy, Maria, zajmowała się domem. Ojciec, Zbigniew Błaszkiewicz, był osobą wszechstronną. Z wykształcenia inżynier, lubił projektować, znał kilka języków obcych, uprawiał pływanie, judo i był dobrym strzelcem. To ojciec od najmłodszych lat kształtował charakter córki, odziedziczyła po nim żelazną wolę i determinację.

Po ukończeniu Politechniki Wrocławskiej W. Rutkiewicz dostała pracę w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych, a kilka lat później przeniosła się do Warszawy, gdzie pracowała w Instytucie Maszyn Matematycznych. Jeśli chodzi o wspinanie, to Wanda przed podjęciem się tego sportu uprawiała wcześniej lekkoatletykę, potem przez wiele lat z powodzeniem grała w siatkówkę – we wrocławskiej Gwardii, a nawet w reprezentacji Polski.

Tatry, Alpy i Himalaje

W 1962 roku W. Rutkiewicz jako członek Wrocławskiego Klubu Wysokogórskiego uczęszczała na kursy taternickie w Tatrach. Tutaj piękna młoda dziewczyna znalazła się wyłącznie w towarzystwie mężczyzn. Andrzej Zawada, lider polskich wypraw himalajskich, wspominał, że początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy, że ta spokojna dziewczyna ma żelazny charakter, ogromną siłę woli i potrafi być niezwykle zdyscyplinowana. Od pierwszych dni treningów stawiała sobie najwyższy możliwy cel, chcąc dotrzymać kroku swoim naturalnie silniejszym kolegom. Wanda kochała przygody i była nieustannym generatorem pomysłów i ruchu.

Jednocześnie wyraźnie zdawała sobie sprawę z poziomu ryzyka i często powtarzała:

„Jeśli igram ze śmiercią, widocznie tego potrzebuję”.

Jej pierwszy partner wspinaczkowy i kolega ze studiów Bohdan Jankowski wspominał, że Wanda była dobrze przygotowana fizycznie, czego nie można powiedzieć o jej psychice. Strach pokonała jednak naturalnym uporem, determinacją i ambicją – cechami, które miała we krwi. W. Rutkiewicz była niezwykle bezkompromisowa i twierdziła, że jest liderem w każdym zespole. Później inni wspinacze wspominali, że zawsze chciała więcej, a to, co już miała, było zawsze niewystarczające.

Po treningach w najwyższych polskich górach – Tatrach, W. Rutkiewicz znalazła się w Alpach, gdzie zdobyła Mont Blanc, Eiger i Matterhorn. W 1970 roku lekkoatletka wspięła się na Szczyt Lenina w Pamirze, który stał się jej pierwszym siedmiotysięcznikiem. Zanim skupiła się na Himalajach, wspięła się na wschodni filar Trollryggenu (zwany też Ścianą Trolli) w Norwegii i na górę Noszak (7492 m) w górach Hindukusz.

Jej jedyna miłość

W. Rutkiewicz była ładna, uśmiechnięta, łatwo nawiązywała znajomości, ale poważne związki z mężczyznami jej nie wychodziły. W 1970 roku wyszła za mąż za Wojciecha Rutkiewicza, z którym wkrótce się rozwiodła. W 1982 roku ponownie wyszła za mąż za austriackiego lekarza Helmuta Scharfettera. Jednak i to małżeństwo szybko się rozpadło.

Janusz Onyszkiewicz, polityk i wieloletni prezes Polskiego Związku Alpinizmu, wspominał, że dla Wandy góry zawsze były na pierwszym miejscu, a wszystko inne było drugorzędne. Miała twardy, zdecydowany charakter. W. Rutkiewicz nigdy nie szła na ustępstwa i nie tolerowała protekcjonalności, zwłaszcza ze strony mężczyzn. Obrazu trudnego charakteru Wandy dopełniała jej fanatyczna miłość do gór, którą sama Rutkiewicz nazywała nieuleczalną. Właściwie tylko góry miały dla niej sens, co z pewnością nie sprzyjało spokojnemu życiu rodzinnemu.

W. Rutkiewicz przyznała też, że była przyzwyczajona do ryzyka i niebezpieczeństw, żyła od jednej wyprawy do drugiej, a wszystkie zarobione pieniądze wydawała na przygotowania do kolejnej wyprawy.

Co więcej, należy zauważyć, że liczne zagraniczne znajomości W. Rutkiewicz pozwoliły jej rozwiązać kwestię finansowania swoich wspinaczek bez szczególnych problemów, w przeciwieństwie do jej kolegów wspinaczy.

Pierwsza Polka na Mount Evereście

W 1975 roku W. Rutkiewicz wspięła się na Gasherbrum III (ChRL, Ujgurski Region Autonomiczny) i ustanowiła rekord Polski w kobiecym alpinizmie – 7946 m. ​​Jednak szczytem jej sławy było wejście na Mount Everest w dniu 16 października 1978 roku. Tego dnia w ramach niemieckiej wyprawy W. Rutkiewicz została trzecią kobietą w historii i pierwszą w Europie, która zdobyła najwyższy szczyt świata. To był dopiero początek.

Tego samego dnia Karol Wojtyła został wybrany na papieża i będąc już Janem Pawłem II podczas wizyty w Polsce zwrócił się do W. Rutkiewicz: „Być może taka była wola Boża, żebyśmy oboje wznieśli się tak wysoko tego samego dnia”.

Warto dodać, że na krótko przed rozpoczęciem wyprawy w Himalaje W. Rutkiewicz nie otrzymała karty sportowej, ponieważ zdiagnozowano u niej anemię. Wanda udała się do Nepalu na własne ryzyko, z zapasem zastrzyków i szczęśliwie udało jej się pokonać chorobę.

Zapytana po powrocie o męskich członków wyprawy, odpowiedziała, że ​​nie spodziewa się żadnych ustępstw, a ich towarzyszy prawdopodobnie

„nieco irytuje fakt, że kobieta może znieść to, co młodzi i silni mężczyźni ledwo znoszą”.

Po tym sukcesie stała się w Polsce niezwykle popularna. W. Rutkiewicz pisała książki, udzielała wywiadów i regularnie występowała w telewizji. Wszystkie te działania pochłaniały tyle czasu, że musiała nawet wziąć bezpłatny urlop. Jednak W. Rutkiewicz była szczęśliwa i wolna. Często wyjeżdżała za granicę, czym nie każdy mógł się pochwalić w „komunistycznej” Polsce.

Góra Śmierci

Zanim w lipcu 1985 roku postawiła stopę na kolejnym ośmiotysięczniku (Nanga Parbat, w wyprawie kobiet), długo zmagała się ze skutkami otwartego złamania kości udowej, którego doznała na Elbrusie w 1981 roku. Potem zderzył się z nią narciarz i razem spadli 200 metrów w dół zbocza. Podczas rehabilitacji w Innsbrucku W. Rutkiewicz trenowała tak intensywnie, że doznała kolejnego złamania.

W 1982 roku, wciąż nie w najlepszej formie, poprowadziła tragiczną „kobiecą” wyprawę na K2, (Czogori, czyli Góra Śmierci – drugi najwyższy szczyt po Czomolungmie), podczas której zginęła wybitna polska himalaistka Halina Krüger-Syrokomska.

Sama W. Rutkiewicz dotarła do bazy na wysokości 5000 metrów nad poziomem morza, poruszając się o kulach, z szyną na nodze i środkami przeciwbólowymi. W takim stanie W. Rutkiewicz przeszła ponad 100 kilometrów. Niezwykły widok alpinistki przemierzającej o kulach lodowiec Baltoro dobrze utkwił w pamięci lokalnych przewoźników, którzy na długo zapamiętali „szaloną Polkę”.

W 1984 roku W. Rutkiewicz ponownie próbowała wejść na Czogori. Udało jej się to dopiero za trzecim podejściem. 23 czerwca 1986 roku, w dniu swoich urodzin, została pierwszą kobietą i pierwszą Polką w historii, która zdobyła K2, uznawaną za najtrudniejszą do zdobycia górę świata.

W tym sezonie na górze Czogori zginęło 13 osób, w tym francuska para  Lilian i Maurice Barra, z którą W. Rutkiewicz razem się wspinała. Wanda wróciła do bazy, w silnej zamieci, ledwo żywa i samotna. Zdobycie K2 było kolejnym wielkim osiągnięciem w jej wspinaczkowej karierze.

Karawana marzeń

W drugiej połowie lat 80. W. Rutkiewicz była już uważana za profesjonalną wspinaczkę i miała własnego agenta. W ramach projektu „Dream Caravan” zamierzała jako pierwsza spośród kobiet wejść na wszystkie 14 ośmiotysięczniki, zwane Koroną Himalajów. W okresie od 1987 do 1991 roku udało jej się wejść jeszcze na 5 kolejnych: Sziszapangmę, Gasherbrum II, Gasherbrum I, Czo Oju i Annapurnę.

Tak, W. Rutkiewicz krok po kroku dążyła do swojego marzenia i po 2 latach równie dobrze mogłaby stanąć na szczycie dziewiątego ośmiotysięcznika.

Nigdy nie dowiemy się, co wtedy się stało. W. Rutkiewicz zaginęła podczas próby wejścia na górę Kanchenjunga w Indiach. Miała wówczas 49 lat.

W. Rutkiewicz była ostatnio widziana 12 maja 1992 roku na wysokości około 8300 metrów nad poziomem morza, planowała wykonać osobne wejście.

Ciała „pierwszej damy” himalaizmu nigdy nie odnaleziono, a jej matka do końca swoich dni utrzymywała, że ​​jej córka opuściła ten świat dla życia duchowego w jednym z buddyjskich klasztorów.

....