Stylowe sukienki, eleganckie kapelusze, torebki z paryskich butików i oczywiście buty według najnowszych modowych tendencji. Wszystkie te piękności można było zobaczyć na wystawie Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Jednak na ulicach PRL-u obraz był zupełnie inny. Socjalistyczna rzeczywistość pokazywała, że na modne ubrania mogła sobie pozwolić jedynie komunistyczna elita – podaje strona wroclawanka.eu.
Modowe realia socjalizmu
W 2016 roku Muzeum Narodowe we Wrocławiu gościło wystawę przygotowaną przez Małgorzatę Możdyńską-Nawotkę i Joannę Reginę Kowalską z Muzeum Narodowego w Krakowie. Modne sukienki, żakiety, garnitury, płaszcze i kombinezony nie były typowe dla Polek w czasach komunizmu. Były raczej marzeniami kobiet, które starały się realizować w czasach niedostatku.
Oczywiście trzeba było włożyć wiele wysiłku: kupić materiał, znaleźć wykwalifikowaną krawcową lub mieć umiejętności krawieckie i umieć obsługiwać maszynę do szycia. Elita nie znała takich trudności. Mogli sobie pozwolić na drogie ubrania z paryskich butików lub pokazów mody. Klasa średnia i niższa mogła jedynie kombinować i wykorzystywać swoją kreatywność.
Wśród popularnych rzeczy w okresie powojennym była na przykład bluzka-spadochron. Wpływ na powojenną modę miała II Rzeczpospolita. Trudne czasy wojenne doprowadziły do powstania stylu „New Look” autorstwa Christiana Diora. Opierał się on na krótkim, dopasowanym żakiecie i mocno rozkloszowanej spódnicy. Nic dziwnego, że moda odbiła się właśnie w ten sposób. W czasie wojny nie można było sobie pozwolić na tak dużą ilość materiałów. Propaganda komunistyczna krytykowała ten styl. Jednak polskich modystek to nie przerażało.
Biedniejsze Polki, które nie chciały pozostawać w tyle za modą, wykorzystywały jedwab ze spadochronów do produkcji sukienek. A z wydrukowanej na jedwabiu mapy ucieczki samolotu szyły modne bluzki. Sznurowadła ze spadochronów wykorzystywały do wiązania żakardowych swetrów.
Na wystawie „Modna i już. Moda w PRL” można było również zobaczyć całą ekspozycję tematyczną sukien ślubnych od okresu powojennego do lat 80-tych. Pokazywała ona, jak zmieniały się tendencje. Wraz z nimi przeobrażała się również kobieca sylwetka. Można było również obejrzeć wyjątkowy film Ryszarda Horowitza, który został nakręcony podczas pokazu Barbary Hoff w 1988 roku.

Burzliwe lata 80.
Organizatorki wystawy starały się pokazać, że szarość czasów stanu wojennego to tylko jedna strona medalu. Potwierdzały to wspomnienia kobiet i ubrania, które udało im się zebrać na wystawę w Muzeum Wrocławskim. Ideą wojennej wystawy było pokazanie historii ludzi związanych z ich rzeczami.
Opowiada ona o kobietach, które dorastały i dojrzewały właśnie w latach osiemdziesiątych. Niektóre z nich bardzo intensywnie pracowały nad tematem odzieżowym. Wynikało to również z kryzysu ekonomicznego. Niekoniecznie chodziło o kopiowanie obrazów modowych z magazynu „Burda”. Chodziło o posiadanie kontroli, przynajmniej nad własnymi rzeczami, w czasach surowej powojennej rzeczywistości.
Na wystawie znalazło się wiele ręcznie wykonanych ubrań, które oprócz swojej bezpośredniej funkcji mogły wywoływać określone emocje. Kuratorzy wystawy pokazywali rzeczy, które miały swoją historię i mogły opowiedzieć o swoim właścicielu. Na przykład replika sukni ślubnej, która nie została stworzona do noszenia na weselu.
W rzeczywistości służyła jako przemytniczy materiał do sitodruku. Właścicielka sukienki i jej narzeczony byli zaangażowani w działalność Solidarności. Drukowali antyrządowe ulotki i inne materiały. Taka działalność była prześladowana przez władze komunistyczne i surowo karana.
Mężczyzna wykorzystał materiał z drukarni do uszycia dużej sukni ślubnej z falbanami. Próbował więc ją przemycić. Plan się powiódł. Dziewczyną była Maria Duffek-Bartoszewska, jedna z organizatorek wystawy „Moda stanu wojennego”.
Na szczególną uwagę zasługują również rzeczy wykonane z wełny kowarskiej. Dolny Śląsk był zaopatrywany w ten materiał z fabryki dywanów w Kowarach, niedaleko Jeleniej Góry. Innymi słowy, był to produkt odpadowy. Ludzie kupowali duże worki z pęczkami kolorowej przędzy. Kolorystyka zależała bezpośrednio od wykonywanych dywanów.
Jeden taki kłębek miała od 40 cm do 1 m długości. Potem zaczynała się najciekawsza praca – rozplątywanie splątanych kłębków. Dziewczyny spotykały się przy domowym winie. Pracowały tak, jakby „skubały piórka”, bo musiały dopasować kolory, rozprostować nitki i uformować kłębki wełny. Potem wyplatały z nich różne cuda.
Na wystawie znalazł się również sweter wykonany z kowarskiej wełny z własną historią. Ubranie z wystawy „Cudotwórcy” zostało wykonane przez jednego z przyjaciół jako prezent dla drugiego. Później mężczyzna przeprowadził się do Australii. Ubranie ucieleśniało emocje rozpaczy, ponieważ przyjaciele nie wiedzieli, kiedy znów się zobaczą. Kobieta, która otrzymała ten sweter, przechowywała go przez 30 lat. Później wysłała go do muzeum.
W drugiej połowie lat 80. Zachód miał silny wpływ na modę dolnośląską. Wtedy w telewizji puszczano “Dynastię”, a zagraniczna gospodarka prężnie się rozwijała. Modę można było opisać słowami: władza, siła, optymizm i dobrobyt. Bujne fryzury, jaskrawy makijaż, odważna biżuteria, garnitury podkreślające ramiona. Lata 80. to także sportowy styl: legginsy, koszulki z odkrytymi ramionami, getry, bryczesy, swetry itp.
Wystawa obejmowała okres od protestów „Solidarności” i stanu wojennego do jego zakończenia ustawą Wilczka. W 1988 roku rozpoczął się liberalizm, nowa rzeczywistość społeczna, konceptualna i modowa.

Stylowe lata 70
Współczesne modnisie w dużej mierze inspirują się modą lat 70. Moda tamtych lat na Dolnym Śląsku opowiadała historię hipisów, miłośników disco i punków. I choć minęło już ponad pięćdziesiąt lat, styl lat 70. pozostaje niewyczerpanym źródłem inspiracji. Szerokie kolorowe spódnice, rozkloszowane spodnie, psychodeliczne wzory, ażury, hafty, krótkie mini, poncha, podarte jeansy itd.
W latach 70. dolnośląskie sklepy sprzedawały markowe ubrania i kosmetyki z Zachodu. Na przykład “Pewex”. I choć w PRL-u nie było takiego wyboru jak w czasach współczesnych, nie brakowało miejsca na kreatywność. Szczególnie kreatywni rękodzielnicy przerabiali stare ubrania i szyli własne, na wzór modnych zachodnich.
Polską modę mocno rozwijało przedsiębiorstwo “Moda Polska”. A mianowicie jej charyzmatyczni dyrektorzy i kreatywni projektanci. Popularnymi modelkami tamtych czasów były: Teresa Tuszyńska, Małgorzata Blikle, Bożena Toeplitz, Lidia Popiel i inne.

Krawieckie państewko – Dolny Śląsk
W 1982 r. wrocławska prasa donosiła, że zakłady odzieżowe „Elpo” w Legnicy mają poważne problemy kadrowe. Materiału było pod dostatkiem, ale brakowało rąk do pracy. Ponad 250 pracowników przeszło na wcześniejsze emerytury. Trudno w to uwierzyć, ale w czasach PRL-u Dolny Śląsk był ważnym ośrodkiem krawieckim.
Region słynął nie tylko z fabryki dzianin. To tutaj powstawały znane w całej Polsce legnickie jeansy „Elpo”. Działała też fabryka „Renifer” ze Świdnicy. Ubranka dziecięce szyła firma „Bobo” z Piławy Górnej. Obuwie produkowała „Odra” w Oleśnicy.
Okres „małej stabilizacji” pod rządami Gomułki, oprócz standardowego szycia odzieży u krawców, przyniósł Polakom także minispódniczki. Państwowe zakłady odzieżowe nabierały rozpędu. Pracowali w nich projektanci tacy jak: Grażyna Has, Jerzy Antkowiak czy Barbara Hoff. Osoby te kojarzone są z modą tamtych czasów. Mimo masowej produkcji obecna była również indywidualność. Mówią o tym również prezentowane na wystawie stroje Maryli Rodowicz.